Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Miesiąc: Listopad 2016

Strona autorska.

Dzienniki jawne cz.128

Lubię mówić i pisać o jedzeniu. Powiedzcie: tania podnieta, a ja pokażę wyciąg z banku i udowodnię, że wcale tak nie jest. Ale będąc przez chwilę poważnym, wspomnienia można magazynować nie tylko poprzez nośniki artystyczne, nie tylko muzyka przywołuje przed moje oczy konkretne obrazy. Są dania, które bardzo klarownie kojarzą mi się z konkretnymi momentami,…
Przeczytaj więcej

Dzienniki jawne cz.127

Kalendarz na rok 2016 powoli się kończy, kończy się listopad i wiem, że wiele rzeczy ma zakończenie niespodziewanie, skrada się do mnie jak rozwolnienie po popiciu meksykańskiego burrito mlekiem czekoladowym. Nagle, acz było to do przewidzenia. Notatki z kalendarza w większości powyrywałem, co na nich było nie wiem, nie pamiętam, bądź pamiętać nie chcę. Dobry…
Przeczytaj więcej

Właściwy telefon

Pośrodku miasta – takiego samego jak inne i przez to wyjątkowego – stoi wysoki blok, z góry spoglądając na ciągnące się po jego bokach jamniki, szkoły, zanikające z powodu dużych marketów sklepy i domy usługowe. Blok pełen jest ludzi, większość z nich opuszcza go codziennie rano po to, żeby wrócić popołudniu lub wieczorem, jest coś…
Przeczytaj więcej

Dzienniki jawne cz.126

Okultystyczne bzdury wprawiają mnie w najlepszym wypadku w zakłopotanie, częściej mam ochotę puknąć w pusty łeb osobę, która traktuje to poważnie. Generalnie spotykam się z trzema wersjami: osób wierzących absolutnie i otwarcie, niewierzących wcale i trzecią, najgorszą “niby nie wierzę, ale horoskop sprawdzę”. Nazwałbym ich hipokrytami, gdyby nie to, że człowiek zawsze próbuje dopasować do…
Przeczytaj więcej

Dzienniki jawne cz.125

Niektóre utwory w mojej głowie (a i pewnie w Waszych) są tak mocno powiązane z konkretnymi wspomnieniami, że kompletnie tracą pierwotny, samodzielny sens. Tekst nie jest tu ważny, nie jest nawet ważna linia melodyczna, a jedynie wspomnienia, przytłaczające w stosunku do wszystkiego innego. Już pierwsze dźwięki “Civil War” wciskają mnie z powrotem w niezręczne ciało…
Przeczytaj więcej

jedna żarówka

jedna żarówka nakłada twarz w szarówce zapala i gasi nie ma różnicy palcem i kredką nanosi kartograficzne poprawki jaśniejszy odcień bieli zapomniałem powiedzieć odkąd złość w wiadrze się nie pomieści to palę żarówki ostała się jedna tatuaż autostwa Balazs Bercsenyi

Dzienniki jawne cz.124

Przed moim domem (blokiem) rośnie coraz to większa fura śmiecia. Ponieważ na Saskiej żyje strasznie dużo emerytów, nie wymagało to dedukcji Sherlocka Holmsa by stwierdzić, że jeden z leciwych współlokatorów musiał się wyprowadzić (miejmy nadzieję, że nie z tego świata). Obok altany śmietnikowej – nie ja wymyśliłem tę nazwę i tak, to prawdziwa, funkcjonująca nomenklatura…
Przeczytaj więcej

Knię

Knię chłonne ręczniki są przydatne i pożyteczne zbierają zarówno mleko jak i rozlane nad nim łzy nie daje mi spokoju brud na patelni nie dają mi kłaki pod łóżkiem choć tu nie miałem zwierząt tworzę albumy fotograficzne pełne katalogi archiwa wspomnień lub zbiorowe ich groby nie dajesz mi spokoju obecna we mnie i wiem że…
Przeczytaj więcej

Dzienniki jawne cz.123

Nie ulec jesieni. Jasne, że trzecia pora roku bywa ładna. Odcienie żółci i pomarańczu, liście, przyprawa dyniowa, spacery i zakolanówki. Bywa, co oznacza mniej więcej tyle, że na co dzień wychodzę z domu prosto w paszczę zimna, na pożarcie zawieruchy i/lub deszczu. A to nie jest wesoły deszczyk, tylko deszczysko, gorsze nawet, niż zimą –…
Przeczytaj więcej

Dzienniki jawne cz.122

Pomiędzy śmierdzącymi wszystkimi skumulowanymi wczoraj siedzeniami TLK, a snem o ubojni świń wywołanym bezpośrednim i całotwarzowym kontaktem z wilgotną szybą, zacząłem w ciągu ostatnich dni fetyszyzować wypoczynek domowy, łózkowy. Dawniej to o seksie zwykłem myśleć w ten sposób – rozwlekły, narracyjny, niemal telewizyjny i namiętnie repetytywny. Teraz wizje spoconych ciał zastąpiło czyste i pachnące łóżko,…
Przeczytaj więcej