Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Miesiąc: Maj 2017

Strona autorska.

Dzienniki jawne cz.157

Z koszmarów budzę się po to, żeby oddzielić nutkę histerii od rzeczywistości. Są ciasno splecione ze sobą, przylegają jak guma do spodu ławki, jeśli przypadkiem dotkniesz ją dłonią, twardą i dziwnie lepką zarazem, z obrzydzeniem cofniesz dłoń. Ostry przedmiot i detergent potrafią je rozdzielić, jednak niesmak pozostanie. W moim przypadku ostrzem jest świt. Jeśli ktoś…
Przeczytaj więcej

Dzienniki jawne cz.156

Jakiś czas temu, podczas długiego weekendu, na ukochanej mojej dzielnicy Saskiej Kępie, widziałem trzech mężczyzn w wieku średnim-menelskim na nowiutkich, błyszczących i zadbanych rowerach. Nie była to opcja menel full, z rozwalonymi kapciami i zapachem odstraszającym na pół kilometra, tylko wersja próbna, za to ze sporym potencjałem na wykup pełnego pakietu. Pierwsza moja myśl “pewnie…
Przeczytaj więcej

Dzienniki jawne cz.155

Zawsze dobrze jest dobrze zacząć. Mają to opanowane do perfekcji dresy zamieszkujące sypiące się kamienice i bloki z wielkiej płyty, zaczynają dość bezpośrednio i szybko, używając rebusu “wpiedol?”. Czasem ma on formę “za kim idziesz?”, “która godzina?” ewentualnie “pożycz pięć złotych!”, jednak przesłanie się nie zmienia. Ja zacząłem poważnie, jedną z moich ulubionych piosenek ever,…
Przeczytaj więcej

2017 rokiem ch*** reklamy

Miał być kolejny Dziennik Jawny, ale ja pitolę (jem pitę), jak bardzo rozrosnąć się może tekst o słabych reklamówkach! I do tego realizowanych przy budżetach wysokich, jak Pałac Kultury, przy pomocy specjalistów od marketingu, analizy rynku, trendów, pomiarów temperatury w uchu środkowym jasno określonej grupy docelowej… Pepsi O reklamie Pepsi z udziałem młodej Kardashianki słyszeli…
Przeczytaj więcej

Dzienniki jawne cz.154

Tekst napisany jakiś już czas temu, za to aktualny i dziś: Chyba dwadzieścia siedem (niemal osiem lat) zajęło mi zrozumienie, że nie jestem człowiekiem, który do drzwi puka i czeka, który prosi i przeprasza, wsuwa się bokiem na salę pełną ludzi. Jestem tym, co wywala drzwi z futryną, jeśli zajdzie potrzeba, który potrafi wejść oknem…
Przeczytaj więcej

Dzienniki jawne cz.153

Jeśli znudziło Wam się łapanie Pokemonów, to zawsze możecie złapać mnie – najlepiej metaforycznie, a jak fizycznie, to ograniczcie się do miejsc odsłoniętych, a dokładnie dłoni (carpe jugulum niekoniecznie). Oto lista miejsc fizycznych i medialnych, gdzie zawartość witaminy DDN wzrośnie: +Zapraszam wszystkich na Oblicza – Festiwal Literacki, a zwłaszcza na konkurs Plac Wolności Poetów, którego…
Przeczytaj więcej

koneserzy zmartwień

koneserzy zmartwień siedzą przy stole z wyciągniętymi brzuchami: spod koszulek wywalone na blat, spomiędzy guzików wylewające się fałdy, na kołnierzu opiera trzecią szyję, czwarta wpada do kufla z piwem. Nażarci zmartwieniami, wciąż mielą ozorami, obracają bolesne słowa w ustach jak landrynki, jak żelki ciągną się ich wspomnienia, krzywda jak czipsy uzależnia. Tyją tak od lat,…
Przeczytaj więcej

Dzienniki jawne cz.152

Pierwotnie miał tu znaleźć się niezobowiązujący tekst o pracy. Pierwszy Maja, pochody, te sprawy. Ideologia bycia ciężko pracującym nie dal ideologii, a dla siebie samego, kompresowania czasu poświęconego rabotaniu. Bzdury, ilekroć wpadam w moralizatorski ton, bądź budzi się we mnie gen edukatora, zza winkla powinien wyskakiwać Stanisław Staszic i walić mnie w ryja egzemplarzem “Uwag…
Przeczytaj więcej