Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Miesiąc: Listopad 2017

Strona autorska.

Dzienniki jawne cz.181

Lubię próbować nowych rzeczy, dlatego nie miałem oporów przed zjedzeniem larwy jedwabnika. Tamtej decyzji pożałowałem bo była obrzydliwa, smakowała jak mięsna fioletowa fasola – nie wiem, czy za sprawą nieumiejętnego przyrządzenia, czy sama w sobie jest tak odrzucająca. Na szczęście, nie tylko lubię nowe rzeczy, ale i nie boję się pomyłek. Dlatego nie miałem oporów…
Przeczytaj więcej

Dzienniki jawne cz.180

A być popychanym jest inaczej, niż popychającym. Na początku chciałbym wykluczyć wszystkich tych, którzy szturchają bezwiednie i bez wkładu własnej woli – choć często winni zaniedbania w postaci torby, plecaka czy innej wchodzącej w przestrzeń prywatną przeszkadzajki, nie są obiektem tej wypowiedzi. Na myśli mam tych intruzów codzienności, którzy używają przymusu bezpośredniego świadomie, wpychając palce,…
Przeczytaj więcej

Dzienniki jawne cz.179

Bliska mi osoba zwróciła uwagę – piszesz poważne wiersze, a na blogu to pitu-pitu. A ja tak, a jakże inaczej i choć często zgrzytam metafizycznym zębem, na codzień mój język jest lżejszej wagi, zahacza o banał i kąpie się w slangu. Jak to kiedyś tłumaczył mi kolega z osiedlowej siłowni: “dojebany” to nie to samo,…
Przeczytaj więcej

Dzienniki jawne cz.178

Dziś w ramach ćwiczenia mięśnia fabularnego, mam kilka pierwszych zdań z książek, których nigdy nie napiszę: “Poetą zostałem dla sławy i pieniędzy.” “Jedyną jego pasją była fotografia dzikiej przyrody, dlatego całe dnie przesiadywał w sejmie.” “Każdemu jest ktoś pisany, jej sugerowałbym psychiatrę.” “Ponieważ mój ojciec był świetnym szewcem, postanowiłem zainwestować dorobek jego życia w wypożyczalnię…
Przeczytaj więcej