Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Dzienniki jawne cz.202

Strona autorska.

Dzienniki jawne cz.202

W bardzo niepoetycki sposób przedstawiam moje dzieciństwo jako idyllę.
Choć idąc za wieszczem, który choć powielony i rozcieńczony, nadal jasno stoi:

Polały się łzy me czyste, rzęsiste

Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,

Na moją młodość górną i durną,

Na mój wiek męski, wiek klęski;

Polały się łzy me czyste, rzęsiste...

Rozmawiałem z koleżanką, dobrą moją i bliską, która chętnie wraca do czasów szkoły. I wiesza na niej wszystkie psy we wsi. O dziwo, mowa o szkole podstawowej – dotychczas myślałem, że traumy najlepiej się kolekcjonuje w gimnazjum, czy raczej kolekcjonowało, skoro z gimnazjami już finito. Sama nie dowierzała, gdy powiedziałem, że niespecjalnie kojarzę, żeby czwórka na Osadzie Jana w Tarnowskich Górach dała mi się w znaki.

Oczywiście kłamałem.

Gdzieś po drugiej klasie podstawówki, gdy okazało się, że siedzenie z książką jest dla mnie znacznie bardziej atrakcyjne, niż ganianie po podwórzu, przytyłem. Dzieci oczywiście zauważyły i skomentowały, co stało się dla mnie źródłem przykrości aż do końcówki gimnazjum, gdy intensywnie zacząłem uprawiać sport. I przestałem jeść, co jest historią na inny dzień.

Poza kwestią wagi, pamiętam kilka bezsensownych historii. Kiedyś bez powodu uderzył mnie w brzuch chłopak ze starszej klasy mówiąc, że “chłopaki ze świetlicy mu kazali”. Innym razem, z torby pozostawionej pod klasą, ukradziono mi karty z Pokemonami. Koniec końców – odzyskałem je, jednak straciłem poczucie zaufania do tej instytucji. Jednak żadna z tych sytuacji nie odcisnęła się w mojej pamięci tak, jak odpowiedź ustna u starszej historyczki. Nie będę podawał jej imienia, jest niezerowa szansa, że nie ma jej już na świecie, choć biorąc pod uwagę percepcję wieku dziecka, mogła być wtedy dowolnie między pięćdziesiątym a siedemdziesiątym rokiem życia.

Historyczka nigdy nie była przesadnie miła, bawiły ją też dziwne żarty, często dość złośliwe. Nie był to rodzaj inteligentnej czy bystrej złośliwości ludzi, którzy używają jej po to, żeby forsować granice swoich znajomych. Nie, to była złośliwość osoby sfrustrowanej, która lubi pogrążyć słabszego – może widziała w tym narzędzie dydaktyczne? Chciała przygotować do życia w świecie złośliwym bez powodu?

Tamtego dnia wezwała mnie do odpowiedzi ustnej, która już wcześniej wydawała mi się dość stresująca. Na pytania odpowiadałem dość szybko, nie popełniałem błędów, aż doszło do pytania o założenie Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wiedziałem kto, wiedziałem kiedy, teraz należało wymienić, co można było na nim studiować. Wymieniłem trzy katedry: sztuk wyzwolonych, medycyny i prawa, jednak ona chciała, żebym wymienił dokładniej i rzeczywiście, w podręczniku była pełniejsza lista. Spojrzałem na pierwszą ławkę, gdzie siedziała bodajże Karolina, czy wtedy jeszcze Karolinka, która zrobiła w powietrzu kilka ruchów długopisem. Nic mi one nie mówiły. Po chwili historyczka westchnęła ciężko, powiedziała “astrologia”, po czym dodała – niby do dziewczynek, niby w powietrze “nie ma co, taki jak on nie rozumie”, machnęła ręką. I wstawiła mi czwórkę z plusem. W mojej głowie powstał dysonans, który prześladował mnie przez długi czas, z jednej strony dobra ocena, z drugiej upokarzająca uwaga, jakby przekonana była o tym, że jestem gorszego sortu, mniej zdolny czy inteligentny. Jej postawa wobec mnie jako ucznia – utrwalana zachowaniami w ciągu dwóch lat nauki – zabolała bardziej, niż jakiekolwiek inne sytuacje z podstawówki, w mojej często resetującej się pamięci, zapisała jak scena z filmu.


Jedna odpowiedź

  1. Dana pisze:

    Ach, podstawówka…. w moim przypadku 8 lat…..z tego można epopeję stworzyć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *