Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Kategoria: Poezja

Strona autorska.

“całe Góry wspomnień”

Wzdrygam się, gdy mówią, że jestem z Warszawy. I to nie dlatego, że nie lubię miasta, w którym mieszkam – ba! Ja je kocham całym sercem, a z każdym dniem tu spędzonym, jak głodny noworodek na wadze, moja miłość przybiera na sile. Kocham zarówno za to co dobre, jak i za to, co złe, kocham…
Przeczytaj więcej

Poezja na każdy dzień

Tworzenie dobrej antologii jest jak próba wykreowania ambitnej kuchni. Nie można przesadzić w żadnym kierunku, dania nie mogą być mdłe, za ostre, zbyt intensywne czy jednolite, złoty środek jest tym trudniejszy do skalkulowania, o ile antologia musi zapaść w pamięć. Najlepsi szefowie kuchni poświęcają lata nauce przepisów, jedzeniu i zrozumieniu kuchni, sam wybór składników i…
Przeczytaj więcej

Pięć tomików czytania wartych!

Usłyszałem ostatnio, że poeta to twór niesamowicie samolubny. Oczywiście, każdemu potrzebna jest rozsądna doza miłości zwrotnej, jednak ja chciałbym zadać kłam tym spekulacjom – poeci interesują się czymś więcej, niż własnymi, literackimi dziećmi. Wbrew pogłoskom i sugestiom Georga Christopha Lichtenberga: Arystoteles zauważył, że spośród wszelkiego rodzaju autorów najbardziej swe dzieła lubią poeci. Wielką przyjemnością –…
Przeczytaj więcej

Permanentne wyprowadzki

Permanentne wyprowadzki może marketowych lampek cud może gromki pastelowy głód może to wieloryb nad Wisłą może nieme zdania zawisną powietrze rządzi w lodówce przeciw bólowi przeciw pustce naprzeciw wychodzę żądaniom lepiej opatrunkiem niż raną neonowe smoki na ścianach zgubić się można w równaniach to nawet nie jest pożegnanie ja jedynie zwalniam mieszkanie

Dzienniki jawne cz.179

Bliska mi osoba zwróciła uwagę – piszesz poważne wiersze, a na blogu to pitu-pitu. A ja tak, a jakże inaczej i choć często zgrzytam metafizycznym zębem, na codzień mój język jest lżejszej wagi, zahacza o banał i kąpie się w slangu. Jak to kiedyś tłumaczył mi kolega z osiedlowej siłowni: “dojebany” to nie to samo,…
Przeczytaj więcej

Przy pomocy życia fit

Przy pomocy życia fit   Czy możesz ułożyć mi dietę? Nocami strzygę małpy, straciłem kontrolę nad życiem.   Pierwszy raz zobaczyłem bilans mikroskładników i dowiedziałem się o kaloriach, wciąż nie wierzę w gluten.   Tęsknie za dawnymi dniami.   Teraz nie mogę o trzeciej podgrzewać pizzy, nie zrobię pysznego sufletu przed świtem.   Samoświadomość kosztuje,…
Przeczytaj więcej

Kolejny wrześniowy poranek

Kolejny wrześniowy poranek jak dzieci do szkoły z internatem jak do ciepłych krajów mądre ptaki wyprowadźmy się na chwilę albo rok zanim życie nam ostygnie

Chwila z duchami

Chwila z duchami Razem z duchami cieszyłem się chwilą, zaparzałem kawę rozpuszczalną, dziwiły się, że w lodówce nie ma dla nich mleka. Przecież ja piję czarną. * * * krótki i nieprzyjemny wiersz na letnie popołudnie. Kończę czytać Patti Smith, słucham:

koneserzy zmartwień

koneserzy zmartwień siedzą przy stole z wyciągniętymi brzuchami: spod koszulek wywalone na blat, spomiędzy guzików wylewające się fałdy, na kołnierzu opiera trzecią szyję, czwarta wpada do kufla z piwem. Nażarci zmartwieniami, wciąż mielą ozorami, obracają bolesne słowa w ustach jak landrynki, jak żelki ciągną się ich wspomnienia, krzywda jak czipsy uzależnia. Tyją tak od lat,…
Przeczytaj więcej

Dzienniki jawne cz.145

Mam sentyment, cały z sentymentów się składam i miejsc nabrzamiałych od wspomnień. Lat temu dziesięć, może jedenaście, nie więcej, niż dwanaście – byłem na koncercie Comy, zanim jeszcze mieli wydaną płytę, a bilet był za pięć złotych. I wiem, że trochę grafomania, trochę masówka dla niesteabilnych emocjonalnie nastolatków, ale to też trochę ja. Kolejny wyciekający…
Przeczytaj więcej