Loading

Pierwszy komentarz pod powyższym teledyskiem brzmi: “chciałbym, żeby ten zespół chodził za mną krok w krok i śpiewał o tym, co mi się przydarza”. Jedna z pierwszych moich playlist nosiła dumny (i odrobinę patetyczny) tytuł “soundtrack to my life” – w końcu dla nastolatka wszystko po angielsku brzmi lepiej – i w pewien sposób tego właśnie chciałem, tła muzycznego rodem z dobrego filmu. Chciałem być na tyle istotny, by mieć swój motyw przewodni, żeby muzyka odzwierciedlała to, co czuję, zmieniała się razem z moją sytuacją. Dopowiadała wszystkie słowa, których mi zabrakło.

Literatura daje możliwość bycia zarówno bohaterem, obserwatorem, jak i piewcą historii, dlatego tak bardzo ciągnie mnie do pisania. To ta sama potrzeba narracji, opowiedzenia o czymś, stworzenia z tego sensownej struktury przyczynowo-skutkowej. Co z tego, że zrobiłem wszystko, skoro nikt tego nie widział? Niech słowa będą świadectwem, jeśli nie dokonań, to możliwości, nieskończonej ilości możliwości, ograniczonej jedynie wyobraźnią. I językiem, choć ten ostatni potrafi iść na ustępstwa.

The Dead South polecam z czystym sumieniem, niech to będzie odkrycie na dziś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top