Loading

Chciałbym poznać człowieka środka, takiego co ma doskonały balans pomiędzy pracą, życiem osobistym, pasją i aktywnością fizyczną. Sam zawsze przechylam się w konkretnym kierunku jak trzcina na wietrze, zaniedbując przy tym pozostałe.

Na przykład pisanie – piszę codziennie. Jednak, gdy naprawdę czuję się pobudzony (czy zainspirowany, zwał jak zwał) to walę w klawiaturę godzinami, zarywam noce. A czy nie lepiej byłoby zrobić przerwę na gimnastykę, zrobić coś smakowitego do zjedzenia, pobudzić mózg czymś zdrowszym, niż kolejny kubek kawy? Czy te siedem godzin snu nie doda mi wigoru? Najwyraźniej nie.

A jeśli już zaczynam się usportawiać, to nie jednym wypadem na siłownie, co to, to nie. Od razu planuję wcześniejsze wstawanie, rozciąganie i piłkę wodną w towarzystwie delfinów, najlepiej podziwiając przy tym panoramę Warszawy. Bo przecież jest taki basen, z którego ma się widok na całe miasto? Plan był, jednak nigdy się na basen nie zapisałem.

O pracy nie chce mi się zaczynać, bo z rozpędu mogę usiąść do projektów i do pisania dziennika już nie wrócić. Przepaść bezpowrotnie w skrzynce pocztowej, liznąć szaleństwo nieposegregowanych faktur, zacząć porządkować zlecenia. Mój Boże, tyle sposobów na śmierć towarzyską. Ale w meilach do asystentki jestem miły i co jakiś czas wstawiam emotkę – czy to się liczy, choćby jako namiastka?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top