Loading

A być popychanym jest inaczej, niż popychającym. Na początku chciałbym wykluczyć wszystkich tych, którzy szturchają bezwiednie i bez wkładu własnej woli – choć często winni zaniedbania w postaci torby, plecaka czy innej wchodzącej w przestrzeń prywatną przeszkadzajki, nie są obiektem tej wypowiedzi. Na myśli mam tych intruzów codzienności, którzy używają przymusu bezpośredniego świadomie, wpychając palce, łokcie i biodra tam, gdzie nie powinny się znajdować. Ma to na celu przyspieszenie wchodzenia do środków komunikacji miejskiej, zwłaszcza, gdy pasażerowie w środku nie zdążyli wysiąść, na ten przykład. Podobnie cudowne i skuteczne jest popychanie w kolejce sklepowej (odpowiednik klaksonu na pomarańczowym świetle) czy przy wchodzeniu na koncert. Wyjątkowym egzemplarzem są matki, forsujące wózkami wolne miejsce, używające immunitetu noworodka jako swoistego tarana, w ekstremalnych wypadkach wpychając go nawet przed koła samochodów.

Jak ja uwielbiam wszystkie spędy, towarzyskie okazje i okazyjki, nowoczesne eventy i staromodne prywatki, kocham po prostu. Co nie zmienia tego, że mam ochotę odwinąć się kolejnemu popychaczowi, świadomemu swojej nędznej praktyki inwazji cielesnej. A ja bym się odsunął, ustąpił i miejsce zrobił po zwykłym “przepraszam”, naprawdę. Niewiele trzeba a jaki skutek! Wszak barkiem znacznie trudniej przestawić ponad sto kilo żywej masy, niźli słowem. Braki w edukacji i manierach bolą, a bolą mnie najbardziej wtedy, gdy rozumiem że to nie jest jedynie podejście fizyczne, a raczej wyraz całokształtu. Ludzi, którzy na siłę dopychają się do koryta, a może nawet nie, bo koryto jeszcze rozumiem, jeszcze w pewien sposób jestem w stanie zrozumieć pęd do sukcesu, ambicję. Gorzej, kiedy w korycie pływają jedynie pomyje, a szara masa pcha się dalej, zaślepiona.

To jak z rozdawaniem rzeczy za free, nie jest ważne czy to bułka na festynie, czy catering na bankiecie – bywa tak, że w drugim przypadku walka jest gorsza, niż w pierwszym. Dorwać, zjeść, zapomnieć. Siniaki po łokciach współbiesiadników przeboleć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top