Loading

Życie na L4 jest karuzelą niespodziewanych zmagań z mieszkaniem, chorobą i sobą samym. Po raz pierwszy od dłuższego czasu mam możliwość posprzątać dokładnie całe moje włości, co średnio się udaje, bo ilekroć głowę schylam ku podłodze, tylekroć robi mi się słabo. W końcu ograniczam się do odkurzania. Myłem wannę, od zapachu płynu zrobiło mi się niedobrze.

Ogólnie nie mam apetytu, a jak już mam ochotę to na coś, czego nie mam w domu, ewentualnie okropnie niezdrowego – dziś, po raz pierwszy od kilku miesięcy pomyślałem pożądliwie o kebabie. Zew baraniny? Tylko na cienkim, sos mieszany, choć jak głosił klasyk “co ty Damian, pedał jesteś? dwa razy ostra baranina na grubym”. Kto zna źródło cytatu, ten ma szacunek “na takie okazje mam przygotowany numer sanepidu”.

Wszystko leci mi z rąk – zaczęło się od gigantycznego pudła kiszonej kapusty, które upuściłem w samym środku kuchni. Posprzątałem, przemyłem. Potem poleciały tabletki, szklanka i w ostatecznym podejściu telefon komórkowy. Działa, jednak szkło hartowane nie uchroniło przed mocarnym pęknięciem w poprzek ekranu.

Zacząłem nadrabiać YouTube, serwisy informacyjne i pokrewne. Trafiłem na kobiety, które twierdzą “feminizm jest głupi”, na gościa nazywającego siebie impresjonistą i uwieczniającego zmagania pod krzyżem, o nawrocie komunizmu, walkach o Nanga Parbat i posadach dyrektorskich dla młodych dziennikarek. Wyłączyłem komputer, zawinąłem się w kołdrę, do końca antybiotyku ćwiczę się w nieistnieniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top