Loading

Usłyszałem, że zbyt rzadko tutaj pisuję, co jest pewnie prawdą, choć podobnie prawdą jest, że pisanie tutaj niczego w zasadzie nie zmienia. Nigdy nie rozwinąłem tu myśli na tyle, żeby stała się dla mnie znacząca, nigdy nie zgłębiłem tematu w sposób dla mnie satysfakcjonujący – wszystkie dłuższe wypowiedzi zbieram skrzętnie, zamykam w szkatułkach plików tekstowych i ślę w świat, bądź czekam. Strona do strony, myśl do myśli, nawet jeśli chwilowo odpoczywam od pisania poezji, cały czas przelewam myśli mimowolnie, wiecznie z meniskiem wypukłym pomysłów. W ten sposób pracuję nad zbiorem esejów, pod roboczym tytułem “W trakcie jedzenia”.

Jak dobrze wiecie bądź nie, prowadzę bloga Good Place Warsaw i to jest miejsce w internecie, gdzie najczęściej i najregularniej przeczytać można moje wynurzenia. Kulinarne co prawda, ale nie mniej moje, niż wiersze czy proza. I to właśnie w tym kulcie talerza, imbryczka i filiżanki z kawą zamykam tytuł nowej publikacji. Nie wyobrażam sobie pracy z pustą lodówką, niemożność przekąszenia, czy podstawowy strach o własne bytowanie – co zjem? skutecznie mnie dekoncentrują. Dlatego, oprócz kubka czy imbryczka, na moim biurku nie brakuje owoców, względnie zdrowych przekąsek. Słodycze trafiają tu tylko, gdy ktoś mi je podstępem przemyci, jadam je wtedy ze złością, ponieważ kupne nigdy nie są tak dobre jak te z cukierni, a te z cukierni nigdy nie smakują tak, jak robione odręcznie, z uczuciem.

Wspominam po jedzeniu.

Pewnie pisałem już o mojej przypadłości – łatwo zapominam trywialne fakty. Przyjaciele nie złoszczą się już, że nie pamiętam dat ich urodzin (no, chyba że zapiszę w różowym kalendarzu). Wiedzą, że takie rzeczy mi umykają, nie pamiętam dat spotkań, imion nowych ludzi, która to generacja Pokemonów, czy dat wydarzeń historycznych. Z tym ostatnim nie jest tak źle – wiek zwykle trafię, potrafię też opowiedzieć o co w zajściu chodziło. Tylko data mi umyka. Dlatego kotwicą we wspomnieniach jest dla mnie smak. Pamiętam co, gdzie i kiedy jadłem, czy smakowało, czy wprost przeciwnie, zwykle też pamiętam współbiesiadników, a nawet ich opinie na temat posiłku. Moja mapa ma zaznaczone najlepsze steki, smakowite filety, aromatyczne zupy i gorzkie, mocne piwo. Jasnych i lekkich nie znoszę, ergo nawet nie próbuję. “W trakcie jedzenia” to jedyny mianownik wspólny, będzie o teatrze, literaturze, sztuce współczesnej, filmach, a nawet grach komputerowych – jestem za połową Tides Of Numenera i zarys długiego tekstu jest gotowy. Żeby tylko jedzenia starczyło!

One thought on “Dzienniki jawne cz.192

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top