Loading

Dzienniki miały przekazywać w literackiej pigułce co u mnie. Wróćmy do tego zwyczaju.

Opaliłem się, skórę mam koloru mlecznej czekoladowy, jednak znacznie mniej smaczną. Jem dużo, gotuję mniej, choć zafascynowały mnie domowe przetwory. Póki co, najlepiej wychodzi mi cold brew i cytrynówka (wiem, cicho).

Dużo wypoczywam, więcej pracuję, co może brzmieć nie najlepiej, jednak działa zaskakująco dobrze. Pozostaję w ruchu co jest łatwe do opisania, trudniejsze do przedstawienia.

Założyłem poetyckiego Instagrama:

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

„Kłamstwa” z tomiku Pożegnania (2015 WFW) . . . #poezja #wiersz #poezjawspółczesna #poezjapolska #pożegnania #kłamstwa #językpolski #damiandawidnowak #instapoezja

Post udostępniony przez DDN (@ddnwierszem)

Przeważnie jestem zadowolony, jednak zdarzają się też smutne dni – doceniam i pierwsze i drugie. Staram się pamiętać, choć coraz więcej zapominam, jakby nowe historie powoli wypierały stare. Czy mam ograniczony zasób pamięci? Bardzo możliwe. Nie chodzi o to, że chciałbym żyć przeszłością, rozpamiętywać w koło to, co się działo – jednak nie chcę tego stracić. Po raz kolejny wraca pomysł na książkę “Uchronić przed zapomnieniem”, czyli sfabularyzowaną autobiografię, jednak żeby miała ręce i nogi, musiałbym porozmawiać z ludźmi o pamięci lepszej, niż moja.

Nadal, jeśli o cięższe brzmienia chodzi, preferuję Iron Maiden. Metallica miała jedną naprawdę dobrą płytę “Kill ‘Em All”, pozostałe to powolne wciskanie się w ciepłe ramiona komercji. I jeden z najbardziej nieznośnych, zgranych do bólu kawałków mnie ostatnio wzruszył. Może nie chodzi nawet o kawałek, a o to, ile lat minęło odkąd go poznałem, jak bardzo zmienili się muzycy, czasy, ja. Zapraszam na tanią przejażdżkę:

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top