Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Dzienniki jawne cz.119

Strona autorska.

Dzienniki jawne cz.119

Zanim “salon gier” kojarzył się jedynie z zadymionymi norami pełnymi “maszynek” (jak to nazywa je mój kolega, który ma nosa do inwestycji i został właścicielem podobnych przybytków), świątyniami niższego brata hazardu, miejscami wzlotów i (głównie) upadków osiedlowej fauny, zanim zapomniałem, jak to było w latach ’90… Czyli dość dawno temu, salon gier był miejscem, w którym jak kapliczki, jak czarne mini-ściany płaczu stały obok siebie automaty z grami zręcznościowymi.

arcade-9

Arcade – tak nazywano je w Stanach Zjednoczonych, w Polsce pozostały “automatami do gier”, co jest dość mocno mylące, ponieważ wpycha je do tego samego wora, co jednorękich bandytów, cymbergaja czy ten głupi, wolno opadający pazur, którym nie sposób nic złapać. Wiecie, że w tych ostatnich, właściciel salonu może regulować napięcie w pazurze, sprawiając na przykład, że raz łatwiej jest zabawkę wyciągnąć, a innym razem jest to po prostu niemożliwe? To był mały offtopic, wróćmy lepiej do gier typu arcade, czyli zaprogramowanych na stałe zręcznościówek, przed którymi zbierały się dzikie tłumy młodych ludzi. Salon gier pełnił funkcję większą, niż tylko miejsca rozrywki, tu przychodziło się popatrzeć na zmagania innych dzieciaków, tu poznawało się innych ludzi, w końcu tu ustanawiało się dominację nad kolegami z podwórka. Jedna moneta lub żeton kupowała jedną próbę, doświadczeni gracze mogli za tą samą cenę grać znacznie dłużej, niż reszta, a każdy chciał mieć swoją ksywkę w liście najlepszych – nawet, jeśli wpisać można było tylko kilka liter.

polybius-maquina-recreativa

O tym, jak wielką wagę przywiązywano do gier arcade, może świadczyć ilość odniesień w mediach i popkulturze. Znalazłem nawet creepy pastę (internetową wersję miejskiego mitu) dotyczącą Polybius – jednej z produkcji wydanych właśnie w takiej formie. Według niepewnej legendy, firma Sinneslöschen (z niemieckiego “postradane zmysły”) wypuściła grę w roku 1982, udostępniając automat w Stanach za darmo, jedyną formą zadośćuczynienia było zbieranie danych przez ubranych na czarno mężczyzn. Właśnie przez to – oraz przez dziwnie uzależniającą naturę gry – uważa się, że Polybius został stworzony przez rząd jako forma eksperymentu na podświadomości graczy. Czy jest w tym choć odrobina prawdy, czy Polybius kiedykolwiek istniał? Na to nie mam odpowiedzi, jednak mogę pokazać Wam rekreację przebiegu rozgrywki (na pierwszy rzut oka przypomina “Space Invaders”):



Gdyby ktoś chciał spróbować zagrać w reedycję gry, można pobrać ją darmo tutaj. Ciekawy jest też kadr z odcinka The Simpsons 18×03 – “Please Homer, Don’t Hammer ’em” – w tajemniczym salonie stoi właśnie ten automat…

hqdefault

Czemu piszę o salonach gier? Gdy pojawia się jesień, gdy słońca zaczyna brakować, a ciepłe światło lamp ogrzewa salon już o godzinie szóstej, wracają do mnie najdziwniejsze wspomnienia. Zapach taniego jedzenia, odgrzewanego tłuszczu, metaliczny posmak w ustach – to wszystko kojarzy mi się z lekkim podnieceniem, które zawsze czułem wchodząc w te miejsca. Może dlatego, że nie było ich zbyt wiele. Poza dużymi miastami i miejscowościami turystycznymi, prawdziwych salonów nie było zbyt wiele, pojedyncze automaty znajdowały się czasem w najdziwniejszych miejscach. Kiedyś widziałem jeden w sklepie z chemią – zniknął, ponieważ zbyt wiele dzieciaków non-stop go oblegało. Gdzieś koło dwunastego roku mojego życia, na skrzyżowaniu Piastowskiej i Karola Miarki (naprzeciw galerii “Inny Śląsk”). Nie wiem, kiedy go zamknięto, nie jestem pewny kiedy salony gier zostały wyparte przez znacznie bardziej uniwersalne kafejki internetowe, w których wybór gier był znacznie szerszy. Jednak wiem, że to salony arcade zostawiły w mojej pamięci trwały ślad, do dziś łatwo przywoływany odpowiednią stymulacją zmysłową, dokładnie pamiętam, jak waliłem palcami w przyciski, jak szarpałem joystick. Swoją drogą, znacznie lepsze były trzy okrągłe, niż jeden duży, podzielony na trzy części. Jedną z gier, której nie miałbym szans poznać, gdyby nie arcade, było Samurai Showdown, które doczekało się nawet ekranizacji anime (animizacji? brzmi mistycznie).

samurai-shodown-revival

Ten fragment Dzienników sprawił, że zacząłem szukać informacji o zapomnianym salonie gier w Tarnowskich Górach, co ciekawe, pierwszy wpis, który znalazłem bynajmniej nie odnosił się do gier arcade.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *