Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Dzienniki jawne cz.124

Strona autorska.

Dzienniki jawne cz.124

Przed moim domem (blokiem) rośnie coraz to większa fura śmiecia. Ponieważ na Saskiej żyje strasznie dużo emerytów, nie wymagało to dedukcji Sherlocka Holmsa by stwierdzić, że jeden z leciwych współlokatorów musiał się wyprowadzić (miejmy nadzieję, że nie z tego świata). Obok altany śmietnikowej – nie ja wymyśliłem tę nazwę i tak, to prawdziwa, funkcjonująca nomenklatura – pojawiła się trzyosobowa kanapa, sterty kartonów, lampa z obdartym abażurem, jakieś książki pokryte kurzem. O dziwo, nikt się na to początkowo nie rzucił, co w obliczu litościwie panującej nam plagi bezdomnych (Szefuncio poratuje trzydziestoma groszami? Swoją drogą, kiedy ostatnio kupiłeś coś za trzydzieści groszy?) graniczy z cudem. A może jakiś siódmy zmysł, czwarty wymiar ich nieistnienia podpowiedział, że nie da się tego spieniężyć? Że gra nie jest warta świeczki, a na złomie nawet pinć złotych nie będzie? Bo nawet jak prosi o trzydzieści groszy, to liczy na złotówkę.



Pamiętacie Oskara z ulicy Sezamkowej? Ja jak przez mgłę, jednak wiem, że z jakiegoś powodu był ulubioną postacią małego Damiana. Czy to przez zielone futro, czy aroganckie obycie? Nie wiem, jednak miał w sobie ten szorstki urok, który dokładnie przemawiał do mojej doskonale ułożonej – tak, wtedy jeszcze byłem dzieckiem z obrazka, cacy i puci – psychiki. Czy miał jakąś funkcję edukacyjną, czy był jedynie rozładowaniem takowych? Jeśli miał, nie przetrwała ona próby czasu, dla mnie pozostał tym, któremu bycie palantem uchodzi płazem, protoplastą hardych raperów (czy jest coś bardziej ulicznego, niż mieszkanie w koszu na śmieci?). Straight outta trashcan.

post-51288-oscar-the-grouch-bag-of-weed-m-2wnr

Zwykle memy dotyczące marihuany mnie nie bawią. O ile jestem za legalizacją (pozytywne efekty palenia tutaj), tak cała kultura związana z paleniem odrzuca mnie na starcie. Zdelegalizować reggae, zwłaszcza polskie, ska i inne potupaje bawią mnie tak, jak bawić może disco polo. Czytaj: tylko pod wpływem, a potem i tak się nie przyznam.

Powrót do tematu zasadniczego – śmieci.

raw

Nastąpiła mitologizacja śmieciowisk, zwłaszcza w popkulturze: tam dochodzi do transakcji narkotykowych (Breaking Bad), stamtąd pochodzą potwory (Rubber), w końcu rozwija się romans (Life is Strange). Jeśli główny bohater książki/komiksu/gry wybiera się z jakiegoś powodu na śmieciowisko, oczywistym jest, że zaraz zrobi się gorąco. Motywuje to strach, dehumanizacja rzeczy intensywnie używanych a potem odrzuconych, tworzących dziwną, nową całość razem z odpadami. To już nie jest pralka, to twór składający się z rozsypanych na niej klocków lego, pleśni w bębnie i ułamanego bagnetu, wbitego w bok. Musiał się wbić pod ciężarem innych rzeczy, bo przecież sam nie wszedłby w blachę tak głęboko, prawda? Prawda?

springfield-tire-yard

Ludzie przywiązują się do rzeczy, rzeczy nabierają charakteru dzięki ludziom, do czego wy jesteście przywiązani? Czasem martwi mnie myśl, że moje listy po śmierci trafią na śmietnik, niekochane, odrzucone. Wolałbym, żeby ktoś je spalił – na publikację raczej nie jestem gotów. Ani teraz, ani post mortem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *