Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Dzienniki jawne cz.125

Strona autorska.

Dzienniki jawne cz.125



Niektóre utwory w mojej głowie (a i pewnie w Waszych) są tak mocno powiązane z konkretnymi wspomnieniami, że kompletnie tracą pierwotny, samodzielny sens. Tekst nie jest tu ważny, nie jest nawet ważna linia melodyczna, a jedynie wspomnienia, przytłaczające w stosunku do wszystkiego innego. Już pierwsze dźwięki “Civil War” wciskają mnie z powrotem w niezręczne ciało nastolatka, który kompletnie nie wiedział jak poradzić sobie z emocjami, otoczeniem i życiem. Mój protest song przeciwko wszystkiemu, wojna była równie dobrą wymówką, żeby się buntować, co każdy inny – dobrze, to pomogło mi zdefiniować siebie. Współczuję tym, którym okres buntu wypada później, niż w latach nastoletnich, to oni zwykle kończą na studiach jako wiecznie pijane wraki. Często kochane i słodkie, ale wciąż wraki.



Książka, zamknięte drzwi i rozkręcona (obecnie najprawdopodobniej na stałe zepsuta) wieża. Co ja wtedy czytałem? Wszystko, od Bułhakova i Tokarczuk, przez Tolkiena, po masę dziwnej fantastyki. Cykl o Drizztcie Do’Urdenie zawiera trzydzieści jeden pozycji, przeczytałem z tego… Połowę? I wszystko, co wydał świętej pamięci Terry Pratchett – mój Boże, ile dałbym za fantazję jego rozmiaru! Diuna, Neil Gaiman, Pilipiuk,

By the way I tried to say
I’d be there, waiting for



Ciary, ciary, ciary. Jeśli kiedyś napiszę książkę “Jak zakochałem się w metalu” to będzie zaczynać się słowami:

O God of Earth and Altar
Bow down and hear our cry
Our earthly rulers falter
Our people drift and die
The walls of gold entomb us
The swords of scorn divide
Take not thy thunder from us
But take away our pride

Tekst z hymnu autorstwa Gilberta K. Chestertona, początek jednej z najlepszych piosenek w gatunku. Kropka.



Jak można tego nie lubić? Metal nigdy wcześniej nie był tak… Rozrywkowy.



Z tym kawałkiem wiążą się zabawne wspomnienia – dostałem go na składance z muzyką “dla skejtów” (nie tych, którzy nosili nisko spodnie, a dla tych, którzy jeździli na deskorolkach) kilka lat po jego wydaniu. Miałem wtedy z trzynaście lat? Na początku był to jeden z najmniej lubianych przeze mnie utworów z całego zestawienia, jednak okropnie na mnie urósł, detronizując “Firestarter” Prodigy.

A vicious appetite visits me each night
And won’t be satisfied, won’t be denied



Tym razem wakacje, wyjazd na Teneryfę. Całą drogę słuchałem Jethro Tull, to właśnie “Thick as a Brick” uważam za najlepszy przejaw efemerycznego gatunku albumów konceptualnych. Przy całej sympatii dla King Crimson, Genesis, Gentle Giant, ELP, Pink Floyd, etc…



Jeśli już mowa o rocku progresywnym, Collage to… Przede wszystkim polski zespół. Zatkało kakało? A jak już odetka, to czas sprawdzić ich dyskografię. Całą.
I tak, to Beksiński zaprojektował okładkę “Moonlight”.

When I feel silence in my heart
I call your name out in the dark
To break the spell
To make it right



Użalanie się nad sobą nigdy nie brzmiało tak dobrze. Głos Fisha to miód na moją duszę, nawet dziś. Jutro i we wszystkie pojutrza. Damn! Ta lista jest zbyt długa, a nawet nie doszedłem do połowy… Może rozdzielę to na dwie części?

The fool escaped from paradise will look over his shoulder and cry
Sit and chew on daffodils and struggle to answer why?

BONUS:



To małe cudo, które było zasłużenie wszędzie (w końcu pierwszy singiel kobiety po czterdziestce, który dotarł na szczyt listy przebojów od wielu, wielu lat), kojarzy mi się z minionymi już wakacjami. Jedyny nowy kawałek na liście, która generalnie miała być retrospekcją do moich nastoletnich lat. Ale cóż, to mój dziennik, a zasady są po to, żeby je łamać.

I ain’t got cash
But I got you baby

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *