Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Dzienniki jawne cz.131

Strona autorska.

Dzienniki jawne cz.131

Ścianę mógłbym zdrapywać szapchelką, jednak znacznie łatwiej jest to robić dłutem, nawet jeśli nie pomagam sobie przy tym młotkiem. Zewnętrzna warstwa tapety odchodzi bez większego problemu, ta znajdująca się pod spodem – tak, ktoś położył tu tapetę na tapetę, nie przejmując się tak trywialną rzeczą, jak zrywanie starej – nie odchodzi tak łatwo. Najlepiej skuć razem z tynkiem, prosto do znajdującej się pod spodem ściany. Szarej i chropowatej. Kolejny raz dłuto okazuje się niezbędne, zaprzyjaźnione z moją dłonią w ten sposób, w jaki poranek wita słońce.

A jeśli idę chodnikiem to myślę, że mógłbym drapać. A drapiąc myślę, że mógłbym pisać, a pisząc staram się nie myśleć o niczym innym, niż pisanie. Dlatego ostatnio nie włączam nawet muzyki, niech rytm wybijają klawisze, smyczki to skrobanie długopisu po papierze, a cisza to pauza, budowanie napięcia. uderzenie, kolejne i zdecydowane, nowe intro. Allegro!

Koleżanka napisała do mnie: jesteś zmęczony?, odpisałem jestem stary, próbowała się kłócić niewiele jestem młodsza. Pozostało mi powiedzieć prawdę jestem stary jak kamienne dęby, drewniane zęby, stary jak zmęczenie. Zmęczenie mija, satysfakcja zostaje, jak ten co ociera czoło i widzi na nim dużo potu, świadectwo pracy, drogi, sukcesu. Czasem przesypiam cały dzień, wyłączam telefon i zamykam oczy – wtedy nie jestem już moim zmęczeniem, nie jestem stary, ani nawet w wieku średnim, jestem dzieckiem pląsającym w słońcu. Zawsze do wiosny, do lata! Nie ma innych snów niż te, w których odpoczywam na zielonym podwórku, smażę się na pordzewiałym trzepaku, to ja – wieczne dziecko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *