Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Dzienniki jawne cz.137

Strona autorska.

Dzienniki jawne cz.137

Odśnieżanie to czysta przyjemność. Łopata za łopatą myśli znikają, każdy ruch sprawia, że spod miękkiej pierzyny wynurza się znajomy teren, a śnieg choć nie znika, to kompresuje się, zmniejsza objętość na coraz to wyższym stosie (paradoks!). Może chodzi o łopatę, może o prostotę czynności, która nie wymaga osoby, a samodzielnego procesu mięśniowego, przyjemnej powtarzalności. Walka z chłodem poprzez ruch, byle buty nie przemakały, a zaraz ciepło rozlewa się po rękach, nogach i pędzi aż do środka, aż do centrum. Efekty są mierzalne, widoczne i stosunkowo szybkie, co jest kolejną zaletą, zwłaszcza w porównaniu do odkurzania czy zmywania podług, gdzie często zamiast oczekiwanej czystości, do czynienia mamy z rozmazywaniem i roznoszeniem uporczywego brudu. Biel śniegu jest kojąca, choć w oczy kole mocniej, niż najjaśniejsze letnie słońce – pamiętajcie o okularach, pamiętajcie o szalikach, o skarpetach i ciepłej dłoni otulającej drugą dłoń. Najlepiej, gdy obie są w rękawiczkach. Najlepiej, gdy wspólnie odśnieżacie.



Zespołu już nie ma, nie było od dłuższego czasu, a jednak sentyment pozostał – a może właśnie przez to stał się silniejszy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *