Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Dzienniki jawne cz.138

Strona autorska.

Dzienniki jawne cz.138

Ponieważ łatwiej pisać mi o dysonansach, niż czułych współbrzmieniach, dlatego napiszę kim chciałbym czasem być.

Bywają dni kulturystyki. Prężące się mięsnie, mordercze treningi na wielkich obciążeniach, pot i chwała masywnego ciała, pokonanie samego siebie w widoczny i imponujący spośób. Życie w dobrowolnym reżimie diety, snu i wysiłku.



Czasem chciałbym tańczyć w zespole szczupłych Koreańczyków, być perfekcyjnym robotem o idealnych rysach. W niebie nikt nie pyta, kto jest autorem tej twarzy, piosenki czy wizerunku.



Jednak pierwszą moją miłością była i wciąż pozostaje literatura, więc czy życie odludka, pisarza wstającego o piątej rano po to, by ze świeżym umysłem zasiąść do książki nie jest najwłaściwszym spośród moich fantazji?



Proza prozą a czasem i w niej, istnieją ciasne bary i późne noce, życie artystycznej bohemy, tak bardzo pasujące do rozdzierającej poezji. Czy to nie jestem ja, czy to nie mój tryb życia? Chciałbym znaleźć się w gronie wielkich upadłych, wychylić z nimi kieliszek absyntu.



A to jedynie początek fantazji, czemu muszą się ze sobą aż tak gryźć? Jestem wiecznie połatany, ciągnięty w piętnastu kierunkach naraz, nierówny i dziurawy. W moich butach znajdują się dwie różne stopy, dwie różne dłonie trzymają kierownicę, jedno oko na Maroko, drugie nie chce się podzielić informacją na co obecnie spogląda. Byle przed siebie, byle do przodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *