Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Dzienniki jawne cz.141

Strona autorska.

Dzienniki jawne cz.141

I znowu Jethro Tull, niezależnie ile kroków bym nie zrobił w przeciwnym kierunku, tak zawsze będą obecni w mojej głowie. Ostatnio sporo myślałem o klamrze muzycznej, jaką tworzą dwa utwory – “Wond’ring aloud” i moje ulubione “One White Duck / 0^{10} = Nothing At All”. Pierwszy to akustyczna miniatura, z komponowania jakich słynie (słynął?) Ian Anderson. Inspiracją dla niej był pierwszy weekend spędzony z żoną – Jen, uczucie obecne jest w każym uderzeniu w struny, w akompaniujących delikatnych smyczkach, w przyciszonym wokalu. Jednak to nie muzyka jest tu dla mnie najważniejsza, w Jethro Tull zawsze najbardziej pociągała mnie warstwa liryczna. Pamiętam, że nawet Bruce Dickinson z Iron Maiden powoływał się na Andersona jako ulubionego tekściaża, źródło niegasnącej inspiracji, zkrystalizowane w b-side “Cross-Eyed Merry” (nie znoszę kawałka). Wracając do tematu zasadniczego – liryka tu zawarta broniłaby się nawet jako samodzielne dzieło, oderwane od muzyki, chociaż… Czy wiersz kiedykolwiek jest od niej niezależny? Czy potraficie przeczytać “Lokomotywę” bez charakterystycznego rytmu “ciuf-ciuf-ciuf”, czy Szymborska nie narzuca delikatnej i prostej melodii?

And it’s only the giving
That makes you what you are




“One White Duck / 0^{10} = Nothing At All” to już całkowicie inna bajka, choć muzycznie równie delikatna, w podobny sposób poruszająca do głębi. Już sam tytuł jest godny podziwu, kto w dzisiejszych czasach potrafi utworowi dać tak długie i nieczytelne imię? Wylew tekstów pokroju “work work work” (… szczerze nie wiem, co ona tam dalej śpiewa) przekonuje mnie, że sam tytuł napisany przez Iana ma więcej głębi, niż obecne hity. Biała kaczka opowiada o rozstaniu, o powolnym procesie oddalania się od siebie, jest sposobem na przeproszenie Jen za to, że w ich małżeństwie Ian był nieobecny. Podzielona wyraźnie na dwa fragmenty, sentymentalny i powolny, oraz wybijany, niemal szantowy w drugiej części, zaczynającej się od słów “So fly away peter and fly away Paul – from the finger-tip ledge of contentment”. Charakter utworu się zmienia, zmienia się też sposób, w jaki wokalista moduluje głos. Pomiędzy wydaniem “Aqualunga” a “Minstrel In The Gallery” upłynęły cztery lata (1971-75), muzycy mieli czas na to by nabrać doświadczenia, zarówno w swojej sztuce, jak i “życiowego”, sprawdzić co się sprawdza, a o co w życiu nie warto walczyć. Dręczące pytanie, które wyrasta z przesłuchania dwóch utworów po sobie: kiedy pierwszy zamienił się w drugi? Podróż przez muzykę Jethro Tull to podróż wgłąb Iana, który najlepszą muzykę pisał wtedy, gdy był pod wpływem skrajnych emocji – kiedy światełko w tunelu okazało się pociągiem? Czy ironiczne wybrzemienie niektórych słów to droga, na którą wszyscy jesteśmy skazani, czy to uniwersalny ból, który jeśli nie zostanie przewałkowany – nie zniknie?

I’ll catch a ride on your violin – strung upon your bow.
And I’ll float on your melody – sing your chorus soft and low.
There’s a picture-view postcard to say that I called.
You can see from the fireplace, one white duck on your wall.




Do Jethro Tull wracam różnie: czasem jak do starych znajomych w odwiedziny, na jeden wieczór złapania “co u nas” (jaki komfort, że u nich wciąż to samo i to takie dobre!), czasem zaś jak narkoman głodny działki, wtedy gwałcę całą dyskografię (no dobrze, pomijając “nowości”) przez przynajmniej tydzień. Może zbyt dużo czasu spędzam analizując teksty, może moja podświadomość kieruje na nowe-stare obsesje, jedno jest pewne: to jest prawdziwe. W zalewie produktów rynkowych, wykalkulowanych zespołów “spod dłuta i miary” coraz bardziej doceniam autentyczność “Isn’t it just too damn real?”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *