Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Dzienniki jawne cz.144

Strona autorska.

Dzienniki jawne cz.144



Rzeka płynie szeroka i pełna głów, co zlewają się w plamy ciemne, jasne, brązowe i białe, gdzieniegdzie rude, jakby element ludzkiej maszyny pokrył się rdzą. Pędzą i gonią, do czegoś lub przed czymś uciekając, częściej to drugie, niż pierwsze – wyczytać można z ich oczu. W końcu to tylko zwierzęta.

Nurt można zignorować, można nawet zaprzeczyć jego istnieniu, co nie zmienia tego, że nas unosi. Są właśnie tacy, którzy z ustami zalanymi. włosami w mokrych stronkach i blaknącymi kolorami ubrań nadal sceptycznie kręcą głową. Są też inni, którzy świadomi istnienia rzeki będą płynąć pod prąd tak długo, aż zniesie ich na mieliznę. Nie, nie uda im się wrócić do punktu wyjścia, mogą co najwyżej pogubić się w trakcie.

Warto dać się ponieść. Warto zapomnieć o złudnych celach i znaleźć prawdziwą siłę napędową, czerpać z rozpędu, który nadaje nam świat. Czasem, po wielu próbach ucieczki, po obróceniu wszystkich kamieni w okolicy i usłyszeniu miliona nieprzydatnych rad zrozumiesz – to miłość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *