Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Dzienniki Jawne cz.149

Strona autorska.

Dzienniki Jawne cz.149

Dwayna Johnsona poznałem jako aktora, zanim dowiedziałem się o jego wcześniejszej karierze zapaśniczej. Czy to dobrze nie wiem, jednak od początku zakochałem się w jego personie, bo niestety – czy stety – Dwayne zawsze pozostaje sobą, nie ważne czy właśnie gra policjanta Hobbsa w Szybkich i Wściekłych, odważnego Raya w San Andreas, czy zakompleksionego półboga w Moanie (Vaianie). Jego charyzma i charakter wylewają się z ekranu, redefiniując stereotyp “twardego faceta” poprzez komiczne zmarszczki wokół ust, poważne, momentalnie dramatyczne monologi czy jednoliniowe żarty będące rozładowaniem scen udowadniających sprawność fizyczną. Ona jest bardzo ważna, wręcz kluczowa dla jego ról, jednak spojrzenie przez pryzmat samej muskulatury byłoby niesprawiedliwe, bo przecież gór mięsa w Hollywood nie brakuje, a tylko on tak mocno przebił się do zbiorowej świadomości (sprawiając przy tym, że Vin Diesel wygląda jak mini-me). Esencję jego poczucia humoru, zmiany jaką wprowadził – a udało się to dzięki przetarciu śladów przez Arnolda – jest jeden z pierwszych filmów, jakie wrzucił na YouTube:



Pewność siebie, pewien rodzaj kolorowej buty, ale też dystans, boski dystans do samego siebie! Czy to klucz do współczesności? Przesadna powaga, patos rzeczy umierających został gdzieś w tyle, zostawiając ironiczny komentarz względem samego siebie. “I’ll be back” to pewne, lecz póki co cieszmy się autoironicznymi wąsikami, bądź tatuażami w stylu twarzy Krawczyka. “Chciałem być tatuażem” mówi, podobnie uśmiecha się The Rock bo wie, że już wszystkie granice przeciągnął swoją karierą wrestlerską, że obśmiał sam siebie w ten najgorszy, poważny sposób. Ironia zmywa z niego wszystko to, co było kiczowate, przemienia to w dość urocze wspomnienia mężczyzny, który trochę ma za sobą, ale większość, ta lepsza część wciąż czeka przed nim. I to podejście ja szanuję, tego podejścia chce się trzymać, podczas gdy w moje żyły uderza kolejna fala leków – wiosenna grypa jest fatalna, jednak wolę ją przejść teraz, aniżeli miałaby wybuchnąć ze wzmożoną siłą za jakiś czas. W międzyczasie zrobię sobie maraton filmów z wyżej przedstawionym Panem, doczytam do końca “Sekretne Życie Drzew” i poćwiczę zabawy z ballisongiem, podsumowując – nie będę się nudził, ale też nie zamierzam pracować. Za to za niedługo fala kolejnych moich projektów uderzy o brzeg… Obym do tego czasu wygrzebał się z pieleszy. Drobnostka!

Bonus – zombie-me

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *