Warszawa
ddnwierszem@gmail.com

Dzienniki jawne cz.151

Strona autorska.

Dzienniki jawne cz.151

Pamiętacie wykwit stron pod pięknymi tytułami “Spotted: (tu wstaw miejscowość, szkołę, środek komunikacji)”? Pojawiały się jak grzyby po deszczu, a posty sypały się w tempie pryszczy na twarzy nastolatka uwielbiającego fast-food. Jak wiele osób odnalazło w ten sposób swoje drugie połówki? Sądzę, że niewiele. Jednak każdy obsesyjnie przeglądał zamieszczane na nich treści, uważnie czytał i mierzył w głowie, czy mógłby ujść za „wysokiego bruneta”, „modną blondynkę z zielonym plecakiem”, czy znajdował się wtedy w 520, 820 czy 5, czy o tej porze dnia siedział przed odpowiednim Wydziałem UW.

Potrzebujemy czuć się wyjątkowi i to jest naturalne, dobre i na miejscu. Jednak czy internety są dobrym źródłem takiej uwagi?

Na Instagramie królują obcisłe ubrania i wydepilowane klaty, bielizna wymieszana z opuchniętymi po operacjach twarzami. Polubienie od KK (kolejnego Kena) czy BB (biuściastej Barbie) to podobna tania podnieta, co bycie zaspotowanym, co chwilowy przypływ adrenaliny wynikający z pozornego zaspokojenia potrzeby bycia wyjątkowym. Haj szybko mija, trzeba zwabić następną falę KK i BB, a nuż znajdzie się pośród nich odpowiedni model, wtedy będziemy serduszkować do upadłego, aż poczują się zaspotowani. Chomiki w wielkiej kuli, które nigdy nie dobiegną do celu, ba! Nawet go nie chcą osiągnąć, bo przecież nie o trwałą relację chodzi, nie o prawdziwe spotkanie i znajomość, to prosta transakcja biznesowa polegająca na wzajemnym szprycowaniu się atencją.

Gdyby chodziło o seks, byłoby prościej, ale nie, seks też wymaga jakiegoś wysiłku. Tu w grę wchodzi pompowanie ego, najlepiej bezwypadkowe, bezdotykowe, bezosobowe. Gra bez ryzyka, za to ze sporą i szybko dostarczalną gratyfikacją. W końcu zasługuje na tego spota, to tylko kwestia czasu, prawda? A jeśli jeszcze go nie ma, to może to zdjęcie, może tamta poza, może da się zmienić rzeczywistość?

Chciałbym stać poza tym cyklem, jednak nie potrafię. Chciałbym jak posąg być nieczułym na patrzące oczy, na wirtualny dotyk, na satynową fakturę pochwały. Powierzchownego osiągnięcia, poklepywania po pleckach, oszukiwania się, że w ten sposób coś się osiąga. Jestem za to świadomy, a to o krok bliżej do wolności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *