Loading

koneserzy zmartwień

siedzą przy stole z wyciągniętymi brzuchami:
spod koszulek wywalone na blat, spomiędzy guzików
wylewające się fałdy, na kołnierzu opiera trzecią szyję,
czwarta wpada do kufla z piwem.
Nażarci zmartwieniami, wciąż mielą ozorami,
obracają bolesne słowa w ustach jak landrynki,
jak żelki ciągną się ich wspomnienia, krzywda jak czipsy
uzależnia. Tyją tak od lat, wściekli na tych, co mają
talię osy, sprężyste uda i jędrne ciała. Żaden botoks,
liposukcja, żadna dieta czy ćwiczenia – oni chcą wierzyć,
że z tym to się trzeba urodzić.

* * *

a z innej bajki:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top