Loading

Nie umiem wielu rzeczy, wśród nich znajduje się zakrapianie oczu. Pierwsze krople wyduszam na powieki, ściekają swobodnie na poliki, rozlewają się po koszulce, jeśli już uda się trafić do oka, to momentalnie mrugam, jakby moje ciało wcale nie chciało medycznej pomocy kropli. Reakcja bezwarunkowa, bezwarunkowo nie chcę, nie umiem. Czemu nie reagują tak wtedy, gdy oko pocieram własnym palcem, knykciem czy nawet przedramieniem (najczęściej wtedy, gdy dłonie są brudne)? Pewnie jest na to skomplikowana odpowiedź mądrego psychologa, pewnie nie chcę jej znać. Kiedy diagnoza jest konkretna, wtedy przypadłość traci na uroku, a staje się powszechna, współdzielona z anonimowym tłumem, bez sensu, wolę myśleć o jej wyjątkowości.

Innym moim schorzeniem, nieumiejętnością raczej jest celowe “nieubieranie” się na krótsze dystanse. Inaczej: oszukuję się, że jeśli nie założę tego szalika, nie dopnę kurtki, nie założę rękawiczek, to szybciej znajdę się w miejscu docelowym – bzdura, a jednak w mojej głowie czasem tak to działa. Zwłaszcza, gdy odległość jest pozornie niewielka, bądź właśnie wchodzę/wychodzę ze środka komunikacji. Co zyskuję, co tracę i co ważniejsze – czemu, będąc świadomym swojego problemu, nie jestem w stanie z nim walczyć?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top