Loading

Ostatnio usłyszałem, że moje dzienniki mają odczyn kwaśny, przez co do życia nastrajają negatywnie, raczej pesymistycznie i ogólnie do dupy. Dlatego dziś zmieniam wakacyjnie ton, będzie cukierkowo-różowo, pola Elizejskie i hasanie, bieganie boso ale w taki sposób, żeby ominąć czające się owady, odpady metaboliczne i inne, równie zdradzieckie pułapki natury. Ewentualnie nienaturalne grabie – wdepnięcie w grabie bawi tak długo, dopóki sam w nie nie wdepniesz. Swoją drogą, przypomina mi się anegdota, którą podzieliła się onegdaj ze mną nauczycielka angielskiego, otóż dawno, dawno temu, w Wielkiej Brytanii (obecnie nazywanej Mniejszą Polszą, choć kto wie, co będzie po Brexicie) surowo zakazane było zastawianie pułapek w domach i na prywatnych posesjach. W ten sposób włamywacz, który potrafił dowieść, że odniósł obrażenia przez sprytnie zastawione sidła, mógł zaskarżyć właściciela posesji, do którego wcześniej się włamał. Precedensem okazały się nieopatrznie zastawione grabie, które nabiły intruzowi guza – czy to już pułapka?

Wszędzie czerwone maki, produkty ich przemiany, tak czy inaczej – wesoło nam. Mam jednego kwiatka. Póki co żyje, choć blisko byłoby, żeby mój entuzjazm go wykończył – przelałem wodą, w obawie przed olaniem podlewania. Jeśli nie zapominam, ginę i niknę to przedobrzam jak widać. W sumie wyrówna się, gdy wyjadę na weekend i o biedaku zapomnę, czy raczej na kształt Leona Zawodowca powinienem wziąć doniczkę ze sobą? Wizja romantyczna, jednak trudna do wykonania. A może w tym tkwi niezrealizowany potencjał biznesowy? Stworzyć plecaki – na kształt tych, w których można przewozić zwierzęta – z miejscem na doniczki o różnej średnicy, torby podróżne z uchem, w które można wsadzić swój kwiatek?

Chciałbym napisać książkę, wakacyjną książkę pełną perypetii i zdarzeń, uśmiechów i wiatru, co gna po polu, nazywałaby się “Wódka była zimna, a dziewczyny blond”. Byłyby w niej historie miłosne, które zaczynają się zabawą i kończą melancholijnym uśmiechem, bez pretensji, krzyku czy płaczu, byłyby kobiety szukające pięknych słów i mężczyźni pełni natchnienia. Świat, który jest zaprzeczeniem Jersey Shore, neguje całe reality tv i wpycha nas w komfortowy przedświt, w alkohol niosący sens, zamiast pustki. Boję się, że taka książka we mnie siedzi, ale nigdy nie wyjdzie na wierzch, że wszystkie lata przepisywania jej w myślach nic nie dadzą. Bo niektóre rzeczy można jedynie przeżyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top