Loading

W gry komputerowe intensywnie grałem w gimnazjum, w liceum trochę przystopowałem. Na studiach powróciłem do grania w trochę innym wymiarze – zainteresowały mnie szybkie sieciowe strzelanki w stylu Borderlands czy Enemy Territory, gdzie w kilkanaście minut rozgrywki można było wyrzucić negatywne emocje, ewentualnie psychicznie odpocząć.

Wciąż uważam, że najlepsze gry, w jakie kiedykolwiek grałem to cRPG o dużej ilości tekstu. Baldurs Gate – zwłaszcza dwójka, Morrowind, Fallout, KoToR i – na samym przedzie – Planescape: Torrment. Ta ostatnia jest chyba jedyną grą, którą przechodziłem od początku do końca trzy razy, za każdym przejściem próbując uzyskać inny efekt. Szukałem łatek umożliwiających rozszerzenie zawartości, gra miała mnóstwo niemal gotowego, ale nie zaimpletowanego contentu. Fani zajęli się “wydłubywaniem” go z kodu i wprowadzaniem do środowiska gry. Większość z tych produkcji dała mi bardzo ciekawe i głębokie doświadczenia, porównywalne z najlepszymi książkami – głównie za sprawą wielkiego nacisku twórców na spójną i dobrą fabułę.

Dziś nie gram zbyt dużo w gry, a jeśli już siadam z takim zamiarem przed ekran komputera, to odpalam Heroes of the Storm. Czemu akurat ten tytuł? Po części – za sprawą nostalgii. Są tu postaci z Diablo, Starcrafta i Warcrafta – z gier, które znam od dzieciaka. Jest nawet Trzech Wikingów, których pamiętam z komputera mojego kuzyna Łukasza, ja sam nigdy tej gry nie miałem, przez co oczywiście wydawała mi się atrakcyjniejsza. Blizzard obrał formę MOBA, czyli tą samą, która występuje w DoTA czy LoL, dodając swoją ekspertyzę i pomysłowość. Dzięki temu nie czuję się jak skończony frajer, poświęcając tu kolejne pół godziny.


 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top