Loading

Byłem na zdjęciu płuc i całkiem miłe jest to, że nie mam guza, wody czy innego raka, jednak jak to lekarze odpowiadają na pytanie “będę żył?” – “tak, ale nie ma co się cieszyć”. Niezadowolony jestem z tego, że kolejny raz budzę się o piątej rano z kaszlem i gorączką (ósmy dzień temperatur w zakresie 38-39C), co skutecznie uniemożliwia wyspanie się, wypoczęcie, czy regenerację, chrapsiu chrapsiu.

Dobrze, że mam przy sobie wywiad ze Świetlickim, 600 stron wynurzeń – jest bucem, ale to kochany buc, swój buc. W podobnym wymiarze ja też jestem nieznośny – wiem zbyt dużo bądź nie wiem nic. Kondycja poetycka? Dobrze, że nadal umiem naprawić drzwi, w tym przesuwne.

Zdawać by się mogło, że leżenie w łóżku z książką i herbatą u boku nie znudzi się nigdy. Bzdura, po tygodniu tak spędzonym – choć tu winnym może się okazać element temperatury – zaczynam marzyć o jakimś ASAPie, tasku czy innym targecie. Niby coś tam dłubię, a to jakaś recenzja, a to tekścik o kulturze, ale to nie to samo. Zwłaszcza, że tak trudno jest mi osiągnąć prawdziwą koncentrację. Nie mówiąc już o tym, jak bardzo pragnę wybrać się na siłownię!

Podsumowując: chorobie mówię zdecydowane “nie”.

 

One thought on “Dzienniki jawne cz.190

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top