Loading

Uwielbiam moją anonimowość. Dla tych, którzy znają mnie osobiście, może to się wydać dziwne — jestem dość charakterystyczny, lubię eleganckie, momentami nawet ekstrawaganckie stroje. A pomimo tego, gdy idę przez miasto otoczony obcymi twarzami lepiej się skupiam, niż gdy siedzę wokół znajomych w biurze.

Ktoś mógłby powiedzieć: wyprowadź się do lasu, tam nikt nie będzie Cię znał, bo nie będzie nikogo do znania. Jest to częścią mojego snu — zamknąć się w drewnianej chatce i pisać, pisać, pisać… Jednak odebrałbym sobie największą przyjemność, która pochodzi właśnie z bycia anonimowym, przyjemność bycia obserwatorem. Siedzieć w kawiarni w centrum handlowym jest przeżyciem gorzko-słodkim: po pierwsze nieznośna muzyka i ciągły, niespokojny szruch (połączenie szumu i ruchu), a z drugiej strony, tylu ludzi kompletnie nieświadomych tego, że ich obserwuję. Człowiek naprawdę sobą może być tylko z kochaną osobą, lub w wielkim, chaotycznym skupisku dusz.

Anonimowo patrzę na pary: te młode, których dłonie błądzą, bo nie za bardzo mają gdzie pójść, te starsze, z mężczyzną wlokącym się trochę z tyłu, te najstarsze, świadome, jakim szczęściem są miejsca wolnego handlu. Widzę spotkania i rozstania, rozmowy biznesowe i prywatne, ludzi z zza dużą ilością zakupów, oraz tych, którzy tylko mogą popatrzeć przez szybę. To jest życie, dzieje się wokół, gdziekolwiek bym nie usiadł.

W takich momentach mam ochotę się rozpaść, zniknąć, przesiąknąć tym wszystkim. Moja anonimowość to pragnienie obiektywnego poznania, ucieleśniona ciekawość świata. I tylko czasem, gdy się zapominam i patrząc zbyt intensywnie sprowadzam na siebie zdziwione spojrzenia wtórne, wtedy wiem, że to niemożliwe, że obserwator wpływa na efekt eksperymentu. Pół biedy, jeśli to ładne dziewczę, które koniec końców puszcza do mnie oko…

Myślę, że esencją pisania nie jest samo pisanie, a długie obserwacje (im mniej moje, a bardziej Wasze, tym lepiej). Nie muszę słyszeć co ludzie mówią, żeby opisać scenę. Nie muszę ich widzieć, żeby ich słowa stworzyły krajobraz, pełen mocnych emocji. Tylko wciąż mi tego mało.

 


Wpis pierwotnie ukazał się na: https://medium.com/@ddnnow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top